Plener Ślubny Tatry Słowacja

 

To był pozytywny dzień.

 

Z Gosią i Piotrem umówiłem się jakoś rano. Spakowaliśmy się do samochodu i w drogę!

Pogoda była świetna, a nastawienie Nowożeńców idealne. Czego chcieć więcej?

Podczas reportażu ślubnego Gosia pokazała mi wianek, zrobiony przez Marcelinę (informacje na końcu wpisu 😉 ). Inaczej być nie mogło! Wianek jechał z nami jako przyjemny akcent do surowych, lekko Marsjańskich warunków jakimi były Tatry.

 

Wybraliśmy Tatry Słowackie.

 

No tak. Ja wiem, można pytać dlaczego nie Morskie Oko lub Kasprowy Wierch? Bliżej, łatwiej – rach ciach sesja w aparacie i szybki powrót do domu, a wieczorem impreza. Oczywiście mogło tak być, ale miałem pomysł, na który znalazła się idealna para – więc czemu nie wymagać od  siebie czegoś więcej?

Tak po prawdzie – lubię tam jeździć.

Tatry Słowackie były troszkę jakby odpowiedzią na szukanie czegoś innego. Przez prawie dekadę, miałem przyjemność fotografować plener ślubny w górach kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy. Za każdym razem starałem się to robić inaczej i w wielu przypadkach ograniczała nas pogoda, czas lub inne dodatki typu turyści.

Z doświadczenia wiem, że im łatwiejsze do zdobycia miejsce, tym więcej ludzi się tam pojawia – też tych w białej sukni i garniturze. Pomyślałem, że Gosia i Piotr zasługują na coś więcej.

No i się dowiedziałem fajnych rzeczy.

Gosia ma dar masażu. Ponoć rozbije najtwardsze kamienie na plecach, a Piotr ma długie nogi i lubi oglądać serial „Gra o tron”. Nie mogło być inaczej. Wędrówka szlakami górskimi minęła w rewelacyjnym tempie i nie odczuliśmy jakoś specjalnie kilkugodzinnego marszu.

Nawet się przyznam, że mój kilkunastokilogramowy bagaż ze sprzętem wycisnął ze mnie wszystkie siły.

Dotarliśmy.

Naszym oczom ukazała się piękna panorama, jako że wznieśliśmy się na pokaźną wysokość (jak na parę młodą) ponad 1800m n.p.m.

Tutaj wrzucam tekst, który na gorąco jeszcze pisałem tuż po sesji:

„Uwielbiam dni, w których można spokojnie zaplanować jakąś przyjemną sesję.

Fajnie tak działać, tworzyć otaczając się ludźmi, którzy chcą od życia czegoś więcej. Pamiątki 

I nie ważne czy w górach, lesie, nad rzeką czy w ulubionym mieście. Na fotografii zostawiamy część siebie, z tego konkretnego dnia i tej konkretnej chwili. Dla siebie i dla innych.”

 

Bonus

 

Sesja po sesji. Tak to sobie nazwałem, fajnie prawda?

Wianek zrobiony przez „Zaczarowani” – do znalezienia na Fejsie.

 

Pozdrawiam i zapraszam, Dawid Konieczny

 

1 Comment

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment